Marketing partyzancki, z angielskiego guerilla marketing, to forma marketingu zbliżona do marketingu wirusowego. Guerilla marketing wykorzystuje niekonwencjonalne techniki jako środek promocji dóbr i usług, jak również plotkę i szum medialny. Metoda ta ma na celu osiągnięcie maksymalnych efektów przy minimalnych środkach.

W marketingu partyzanckim chodzi głównie o to, by przykuć uwagę klienta. Ten  rodzaj marketingu dociera do odbiorcy w nieoczekiwany sposób, w nieoczekiwanych okolicznościach. Wymaga więc od twórców maksymalnej kreatywności oraz narzędzi zapewniających kontakt z klientem. Nośnikiem reklamy może być wszystko – niespodzianka, tajemniczość, wzbudzanie zaciekawienia, nowość. Liczy się zaskoczenie widza. Ma być niekonwencjonalnie i tanio, najlepiej, żeby wzbudzić jeszcze zainteresowanie mediów, co da dodatkowy rozgłos. Pomimo, że marketing partyzancki może korzystać z tradycyjnych metod (druki, TV, outdoory, radio) to będzie ich używał inaczej, z większą finezją.

Guerilla marketing organizowany jest zarówno przez firmy pragnące jednorazowej promocji, jak i wyspecjalizowane agencje. Najczęściej akcje tego typu dotyczą produktów typu lifestyle (gadżetów elektronicznych, gier, telefonów komórkowych) jak również gwiazd muzyki pop, nowych serwisów internetowych czy usług.

W Polsce ten rodzaj marketingu dopiero zaczyna raczkować, ale już niedługo na pewno się rozwinie i na ulicach naszego kraju będą widoczne reklamy wedle reguł marketingu partyzanckiego.

Podsumowując, tym co odróżnia guerilla marketing od tradycyjnych form marketingu jest element zaskoczenia. W erze natłoku reklam, którymi jesteśmy bombardowani ze wszystkich stron, liczy się to, by jak najlepiej wyróżnić się spośród konkurencji. Klient, widząc taką reklamę choćby kątem oka, powinien długo jeszcze o niej pamiętać.