Odpowiadając na pytanie zawarte w tytule artykułu… bo im się to opłaca! Marketing partyzancki lub, jeśli ktoś woli angielską nazwę, guerilla marketing to obecnie jedna z podstawowych metod zdobywania nowych i utrzymania już raz zdobytych klientów. Bez znaczenia, czy prowadzimy małą rodzinną firmę czy jesteśmy szefami ogromnej korporacji, prędzej czy później będziemy musieli przyznać – guerilla marketing po prostu się sprawdza!

Nie nam oceniać czy to dobrze, czy źle, ale przyszło nam żyć w czasach w których klienci praktycznie nie zwracają już uwagi na masowe kampanie reklamowe, a tym, co odróżnia rekinów marketingu od płotek jest przyjęcie odpowiedniej strategii w rozwijających się odmianach reklamy jak guerilla marketing, viral marketing, buzz marketing czy SEO.

Jeśli chcemy wywalczyć sobie dobrą pozycję na rynku i na trwale zapisać się w świadomości odbiorców, powinniśmy postawić na niekonwencjonalność naszych pomysłów marketingowych, a zamiast klasycznych rozwiązań zaoferować coś nietypowego. Marketing partyzancki idealnie wpisuje się w tą idee – jego założenia są bardzo proste, a przez to genialne. Chcąc stworzyć dobrą kampanię musimy wykorzystać absolutnie każdą możliwość reklamowania, minimalizować wydatki, nie bać się rozwiązań, które wydają się dziwne, promować styl życia atrakcyjny dla naszej grupy docelowej, jak to czyni np. Harley Davidson, który bardziej niż motocykle promuje umiłowanie wolności.

Wszystkie te działania sprawią, że nasza kampania oparta o guerilla marketing na pewno spełni wszystkie pokładane w niej nadzieje, a nasi przyszli klienci nigdy, ale to nigdy nie zapomną naszych spotów czy niekonwencjonalnych eventów. A to się opłaca – nic tak nie przyciąga, jak niezapomniane wrażenia.